Poezja z pieprzem

Poeci, jeszcze nieopierzeni,
a już buńczuczni i gniewni
(patrz: internetowe blogi),
swoje rymy pieprzą do woli
tak wielką ilością
pieprzu, soli,
i pikantnych przypraw,
że wiersze zmieniają się
w złośliwie gorzkie potrawy.

W poetyckim tyglu bulgoczą
parzące słowa:
dopieprzyć, wypieprzyć,
ochrzanić, dosolić,
tak
wyliczać można do woli,
wywołując
alergiczne, pieprzowe kichanie.
Jak do tego dołożą
ostre noże
niewybrednej polemiki,
łamanie kości upatrzonych wrogów,
czytelnik krzyczy: litości!
Nie zabierajcie nam słodkości
lukrowanych chmurek,
tak potrzebnej dla równowagi
w kwaśno – słodkim życiu.

Zastanawiałby się mistrz Brzechwa:
kucharze to, czy poeci?
Pieprzyć należy …wieprza.

Szanowni wierszokleci!
Polecam
herbatkę z mięty pieprzowej
z kieliszkiem pieprzówki
na poetycką zgagę.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Zapraszam do udziału w dyskusji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.