Toaletka cioci

W centrum sypialni stała
przepiękna secesyjna toaletka
z dwoma lustrzanymi skrzydłami,
gdzie jak w kalejdoskopie odbijała się
cała wonna alchemia kobiecości.
Kryształowe flakoniki z perfumami,
eteryczne olejki, pudełeczka z kremami,
szufladki pełne grzebyczków, szczoteczek, koralików
i różnych tajemniczych drobiazgów niezbędnych
do zachowania i upiększenia
(już bardzo dojrzałej)
urody cioci.
Wieczorem, szczelnie odgrodzona
od świateł ulicy
ciężką okienną kotarą,
ciocia siadała na aksamitnym taborecie,
by być … sam na sam ze sobą,
i prawdą odbitą w lustrze.
Zmęczone ręce powolutku zmywały z twarzy
troski całego dnia
kojącym balsamem,
chowały do szkatułek błyszczące ozdoby,
czasem przyćmione okruchami niepowodzeń,
kłującymi jak ciernie.
Podkrążone oczy, wyblakłe usta bez retuszu,
włosy bez loczków – gładko zaczesane,
sprawiały,
że jej twarz upodabniała się do świętej męczennicy
z obrazu wiszącego nad łóżkiem.
Moje zdumione dziecięce oczy
patrzyły na ostatni, wieczorny akt
metamorfozy zachodzący na twarzy cioci.

Rano, w blasku poranka, następowała
nowa słoneczna odsłona
toaletkowego teatru:
wyzwolenie zapachów,
paleta kolorowych kredek i szminek
lekko wygładzona pudrem.
Twarz cioci nabierała
ożywczego blasku.
Ruchy rąk układających loki
były zdecydowane, perfekcyjne.
Korale i kolczyki iskrzyły energią,
dodając wiary w pomyślność nowego dnia.
Jeszcze kilka spojrzeń w lustro,
czy koroneczki przy bluzce dobrze leżą,
muśnięcie mgiełką francuskich perfum
i obcasiki wystukujące krótkie pożegnanie:
… pa, pa, do wieczora!
I szła na drugą stronę lustra
rzeczywistego świata,
dzielnie stawiając mu czoła,
moja ciocia Lusia z Krakowa!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Zapraszam do udziału w dyskusji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.